Temat:  Jak się pozbyć złości ?

 

  1.  Zapraszamy do wysłuchania bajki „Małpki i straszny krokodyl” A.Borowieckiej.

Gdzieś daleko, daleko w gęstej dżungli mieszkało stadko małpek i straszny krokodyl. Krokodyl miał na imię Rolik. Małpki zaś były trzy i miały podobne imiona – Kiki, Kaka i Koko – przez co krokodylowi często się myliły. Wszyscy bardzo się lubili i mieli mnóstwo pomysłów na wspólne zabawy. Małpki dostawały czasem małpiego rozumu i robiły niesłychanie śmieszne miny, a krokodyl nie był wcale taki straszny, jak by się mogło wydawać. Kiedy miał dobry humor, woził małpki na swoim chropowatym grzbiecie. Lecz bywały też takie dni, gdy krokodyl wpadał w złość i robił się naprawdę nieprzyjemny. Potrafi ł zdzielić kogoś swym długim ogonem albo kłapnąć zębami i uszczypać którąś z małpek dość boleśnie. To sprawiało, że wszyscy wokół z miejsca tracili dobry humor i chęć do zabawy. Bo jak tu się bawić, gdy stale trzeba się mieć na baczności? Wystarczyło jedno niewłaściwe słówko albo przypadkowe szturchnięcie, by na dobre zdenerwować krokodyla. A czasem wcale nie było wiadomo, co tak naprawdę może go rozzłościć. Pewnego dnia, po wielkiej ulewie, w małpim gaju zrobiła się ogromna kałuża. Gęste błotko spływało po kamykach niczym rozpuszczona mleczna czekolada, a na środku woda była tak głęboka, że gdyby tylko lekko zamieszać kałużę długim patykiem, z pewnością zrobiłyby się na niej fale jak na prawdziwym morzu. „Trudno przejść obojętnie obok tak wspaniałej kałuży” – pomyślał krokodyl i już po chwili moczył swoje tylne łapki w wodzie. Małpek też wcale nie trzeba było specjalnie zapraszać do zabawy. Gdy tylko ostatnie krople deszczu pozsuwały się z mokrych liści na ziemię, wszystkie co do jednej zbiegły się radośnie do deszczowego bajorka.

– Mam pomysł! – wykrzyknęła Koko, przepadając gdzieś w gęstwinie zieleni. Po chwili wynurzyła się, ściskając w łapakach stertę łupinek po orzechach, które idealnie nadawały się na kadłuby malusieńkich łódeczek. Wystarczyło tylko wetknąć w środek maszty z króciutkich patyczków, a na nich rozwiesić żagle z liści i cała flota mogła spokojnie wypłynąć na szerokie wody ogromnej kałuży. Wszyscy zabrali się więc do pracy. Nawet krokodyl swymi wielkimi łapami wciskał nieporadnie tyciusieńki maszt w łupinowy okręcik. A nie jest to wcale łatwe zadanie, zwłaszcza gdy ma się tak potężne i ostre pazury.

– No nie! – warknął nieco poirytowany, gdy kolejny listek, który miał posłużyć za żagiel, rozerwał się i potargał.

– Nie denerwuj się – próbowała pocieszyć go Kiki, lecz krokodyl czuł się coraz bardziej rozdrażniony. Niby nie chciał się porównywać z innymi, ale małpkom jakoś szybciej udało się uporać z  budową łodzi. I  choć wcale nie robili tego na wyścigi, Rolik powoli zaczął tracić humor. Ostatecznie Kaka pomogła mu zaczepić żagiel na maszt i wszyscy byli gotowi do wodowania swoich łódeczek. Kiki jako pierwsza pochyliła się nad kałużą i delikatnie posadziła swą małą łupinkę na brunatnej wodzie. – No dalej! – zawołała, popychając leciusieńko łódeczkę na środek bajorka. A zielony listek załopotał na maszcie niczym prawdziwy żagiel wydęty podmuchem wiatru. – Teraz ja! Teraz ja! – krzyknęła Koko, rozpychając się łokciami. I jej łódeczka po chwili też sunęła po wodzie, zostawiając za sobą niknący ślad. W końcu Rolik postanowił wodować swoją łódkę jako trzeci. Lecz na kałuży zdążyły się już pojawić maleńkie fale rozchodzące się po gładkiej tafli, jakby się ścigały, która pierwsza dobije do brzegu. Krokodyl położył swą łupinkę na rozkołysanej wodzie.

A  kiedy pchnął ją na głębinę, łódeczka zderzyła się z nadbiegającą falą i klapnęła z pluskiem na bok.

– O rety! Pomocy! – zawołał krokodyl cały w nerwach. Maleńka łupinka w momencie zaczęła nabierać wody, niknąc w  brunatnej toni. Małpki co sił rzuciły się na ratunek. Rezolutna Koko chwyciła w łapki długi kijek i próbowała przyciągnąć krokodylową łódeczkę do brzegu niczym rybę na wędce. Niestety tak niefortunnie zaczepiła swój kijek o maszt, że mizerna konstrukcja rozpadła się na kawałki. Maszt razem z  żaglem, owszem, udało się jakoś doholować do brzegu, lecz kadłub statku wypełnił się po brzegi wodą i z bulgotem poszedł na dno, zostawiając po sobie wielki bąbel na powierzchni kałuży.

– Tak mi przykro – szepnęła Kiki. Koko próbowała jeszcze wydostać łupinkę z mętnej wody, lecz im bardziej szurała patykiem po dnie, tym więcej wzbijało się farfocli i przez to już nawet nie dało się dojrzeć orzeszkowej łódeczki. Krokodyl aż poczerwieniał ze zdenerwowania i zrobiło mu się strasznie gorąco. Fala gniewu zalała go od samego ogona po czubek nosa i w żaden sposób nie dało się jej powstrzymać. Zaczął się trząść ze wzburzenia i czuł, że za chwilę wybuchnie, jeśli natychmiast nie wypuści z siebie tej całej złości. Niewiele myśląc, zdzielił z całej siły Koko swym wielkim ogonem po łapkach. Małpka była tak zaskoczona tym nagłym kuksańcem, że tylko rozdziawiła buźkę. Lecz gdy poczuła dotkliwy ból, z jej małpiego gardełka dobył się przejmujący szloch, który odbił się echem po całej dżungli. Łapki piekły ją nie do wytrzymania. Było jej tak przykro, że nie chciała już dłużej patrzeć na krokodyla. Czmychnęła więc czym prędzej na drzewo i zaszyła się w gęstych konarach. A Kiki i Kaka udały się zaraz w ślad za nią. Krokodyl został sam. Cała złość uszła z niego w jednej chwili i zrobiło mu się bardzo wstyd, gdy pomyślał o tym, co zrobił.

– Przecież Koko próbowała mi pomóc – mruknął pod nosem, jakby sam chciał się zganić za złe zachowanie.

– To prawda! – usłyszał wtem czyjś głos.

– Kto tu jest? – spytał Rolik, rozglądając się wokoło. Przez chwilę myślał, że to tylko głos w jego głowie, lecz nagle jeden z kamieni poruszył się Okazało się, że to kameleon sprytnie skrył się przy kałuży i niezauważony przez nikogo, przyglądał się całemu zajściu.

– Ja tu jestem – rzekł cichutko.

– I widziałeś, co przed chwilą zrobiłem? – spytał krokodyl strasznie zawstydzony.

– Tak – westchnął kameleon.

– To nie było miłe – dodał szczerze.

– Wiesz, ja też kiedyś uderzyłem kolegę – zwierzył mu się, wbijając wzrok w ziemię.

– Potem już nie chciał się ze mną bawić – dodał ze smutkiem.

– Odkryłem jednak pewien sposób na to, by poradzić sobie ze złością i nikogo nie bić podczas zabawy, nawet jak się bardzo zdenerwuję.

– Co to za sposób, powiedz mi, proszę – poprosi Rolik. W duchu pomyślał sobie bowiem, że zrobi wszystko, by znów móc się bawić z małpkami jak do tej pory.

– Otóż, kiedy czuję, że wypełnia mnie złość – rzekł kameleon – zamykam oczy i wyobrażam sobie, że trzymam w łapkach maleńki balonik.

– Balonik? – spytał krokodyl, bo nie był pewien, czy dobrze usłyszał.

– Tak – odparł kameleon.

– Zwykły balonik, a raczej dość niezwykły, bo to balonik na złość.

Rolik słuchał z coraz większym zainteresowaniem.

 – I co z nim później robisz? – dopytywał niecierpliwie.

– Nadmuchuję go. O tak! – odparł kameleon, po czym przyłożył łapki do pyszczka i wydął policzki, jakby rzeczywiście nadmuchiwał mały balonik.

– Cała złość wpada wtedy do środka, a potem wystarczy go zgnieść i po sprawie! – dodał, po czym klapnął głośno łapkami, jak gdyby przebił niewidzialny balonik.

– Niesamowite! – przyznał krokodyl.

– I to działa? – spytał dla pewności.

– Oczywiście! Za każdym razem złość ulatnia się jak powietrze z przebitego balonika – zapewniał kameleon.

Krokodyl stwierdził, że to wyjątkowo mądry sposób na pozbycie się gniewu i pomyślał. że musi natychmiast opowiedzieć o tym małpkom. Małpki, trochę obrażone, siedziały na gałęzi i z początku wcale nie chciały słuchać krokodyla. Lecz gdy ten obiecał, że już nigdy nikogo nie uderzy, dały się przekonać i zbiegły zaraz z wysokiego drzewa. Rolik opowiedział im o kameleonie i baloniku na złość, a na przeprosiny rozmasował Koko łapki, choć już prawie jej nie bolały. Kaka ostatecznie uznała sprawę za zamkniętą i powiedziała, że w takim razie, skoro wszyscy już się pogodzili, muszą dokończyć zabawę, bo tylko ona jedna nie zdążyła wodować swojej łódeczki. Wszyscy pomknęli więc z powrotem nad deszczowe bajorko, a krokodyl pamiętał o swoim baloniku i uważał, żeby już więcej nie wpakować się w tarapaty.

  1. Rozmowa inspirowana treścią bajki.

Czy podobała wam się bajka ? Co podobało wam się najbardziej ? Jaki problem miał krokodyl Rolik ? Co myślicie na temat zachowania Rolika ? Kto pomógł krokodylowi zrozumieć, ze żle się zachował ? Co zrobił krokodyl, kiedy zrozumiał swój błąd ?…

  1. Rozmowa na temat złości;

Co to jest złość ? Skąd wiemy, że ktoś się złości? Co robimy, kiedy się złościmy? Czy złość to przyjemne uczucie ?

Jak sobie możemy poradzić sobie ze złością?

Jak możemy okazać swoją złość, aby nikomu nie zaszkodzić ?

Jak możemy pomóc innym w radzeniu sobie złością ?

Złość jest uczuciem naturalnym i pożytecznym. Złość mieszka w każdym z nas. Czasami kiedy nam się coś nie podoba wychodzi z nas zewnątrz. Wtedy mówimy głośno, krzyczymy, płaczemy, zabieramy zabawki i bijemy. Dorośli mówią, że „wychodzą z siebie”, tzn. że są kimś innym niż byli wcześniej. Ze złością trzeba uważać, ponieważ może przemienić się w agresję i wtedy zaczynają się prawdziwe kłopoty tj. przezwiska, bójki. Nadmiar złości szkodzi piękności więc z tą złością trzeba zrobić porządki !!!

Zabawy przeciw złości

  1. Balonik na złość – zabawa z dmuchaniem balona
  2. Liczenie do 10 (1…2…3 itd.)
  3. Zgniatanie gazety „Nie lubię gdy”…. „Jestem zły(zła), bo…”
  4. „Otrząsanie się ze złości” – zabawa odreagowująca.
    − ćwiczenie w formie gestykulacji, mimiki, potrząsania ramionami, dłońmi, nogami, strącanie rękami złości z głowy, brzucha,
    − klepanie po plecach, podawanie sobie dłoni, uśmiechanie się.
  5. Zabawa „Głaskanie jeża”
    Dziecko jest „jeżem” musi się „najeżyć” tzn. zwinąć w ciasny kłębek i spróbować, wyobrazić sobie, że jest urażone i zdenerwowane. Rodzic usiłuje wydobyć dziecko       z tej izolacji. Może ono „jeża” głaskać, rozmawiać z nim, delikatnie przetaczać w jedną i drugą stronę. Nie wolno mu przełamywać siłą „najeżenia się”. Po pewnym czasie następuje zamiana ról.
  6.  „Gniewmiłek” – wykonanie pracy plastycznej; wycinanie, przyklejanie dowolnego kształtu na arkusz papieru tworząc  swojego Gniewmiłka i ozdabia go w dowolny sposób.

  Dobrego dnia Beata K. , Halina W.

Temat:  Jak się pozbyć złości ?

 

  1.  Zapraszamy do wysłuchania bajki „Małpki i straszny krokodyl” A.Borowieckiej.

 

Gdzieś daleko, daleko w gęstej dżungli mieszkało stadko małpek i straszny krokodyl. Krokodyl miał na imię Rolik. Małpki zaś były trzy i miały podobne imiona – Kiki, Kaka i Koko – przez co krokodylowi często się myliły. Wszyscy bardzo się lubili i mieli mnóstwo pomysłów na wspólne zabawy. Małpki dostawały czasem małpiego rozumu i robiły niesłychanie śmieszne miny, a krokodyl nie był wcale taki straszny, jak by się mogło wydawać. Kiedy miał dobry humor, woził małpki na swoim chropowatym grzbiecie. Lecz bywały też takie dni, gdy krokodyl wpadał w złość i robił się naprawdę nieprzyjemny. Potrafi ł zdzielić kogoś swym długim ogonem albo kłapnąć zębami i uszczypać którąś z małpek dość boleśnie. To sprawiało, że wszyscy wokół z miejsca tracili dobry humor i chęć do zabawy. Bo jak tu się bawić, gdy stale trzeba się mieć na baczności? Wystarczyło jedno niewłaściwe słówko albo przypadkowe szturchnięcie, by na dobre zdenerwować krokodyla. A czasem wcale nie było wiadomo, co tak naprawdę może go rozzłościć. Pewnego dnia, po wielkiej ulewie, w małpim gaju zrobiła się ogromna kałuża. Gęste błotko spływało po kamykach niczym rozpuszczona mleczna czekolada, a na środku woda była tak głęboka, że gdyby tylko lekko zamieszać kałużę długim patykiem, z pewnością zrobiłyby się na niej fale jak na prawdziwym morzu. „Trudno przejść obojętnie obok tak wspaniałej kałuży” – pomyślał krokodyl i już po chwili moczył swoje tylne łapki w wodzie. Małpek też wcale nie trzeba było specjalnie zapraszać do zabawy. Gdy tylko ostatnie krople deszczu pozsuwały się z mokrych liści na ziemię, wszystkie co do jednej zbiegły się radośnie do deszczowego bajorka.

– Mam pomysł! – wykrzyknęła Koko, przepadając gdzieś w gęstwinie zieleni. Po chwili wynurzyła się, ściskając w łapakach stertę łupinek po orzechach, które idealnie nadawały się na kadłuby malusieńkich łódeczek. Wystarczyło tylko wetknąć w środek maszty z króciutkich patyczków, a na nich rozwiesić żagle z liści i cała flota mogła spokojnie wypłynąć na szerokie wody ogromnej kałuży. Wszyscy zabrali się więc do pracy. Nawet krokodyl swymi wielkimi łapami wciskał nieporadnie tyciusieńki maszt w łupinowy okręcik. A nie jest to wcale łatwe zadanie, zwłaszcza gdy ma się tak potężne i ostre pazury.

– No nie! – warknął nieco poirytowany, gdy kolejny listek, który miał posłużyć za żagiel, rozerwał się i potargał.

– Nie denerwuj się – próbowała pocieszyć go Kiki, lecz krokodyl czuł się coraz bardziej rozdrażniony. Niby nie chciał się porównywać z innymi, ale małpkom jakoś szybciej udało się uporać z  budową łodzi. I  choć wcale nie robili tego na wyścigi, Rolik powoli zaczął tracić humor. Ostatecznie Kaka pomogła mu zaczepić żagiel na maszt i wszyscy byli gotowi do wodowania swoich łódeczek. Kiki jako pierwsza pochyliła się nad kałużą i delikatnie posadziła swą małą łupinkę na brunatnej wodzie. – No dalej! – zawołała, popychając leciusieńko łódeczkę na środek bajorka. A zielony listek załopotał na maszcie niczym prawdziwy żagiel wydęty podmuchem wiatru. – Teraz ja! Teraz ja! – krzyknęła Koko, rozpychając się łokciami. I jej łódeczka po chwili też sunęła po wodzie, zostawiając za sobą niknący ślad. W końcu Rolik postanowił wodować swoją łódkę jako trzeci. Lecz na kałuży zdążyły się już pojawić maleńkie fale rozchodzące się po gładkiej tafli, jakby się ścigały, która pierwsza dobije do brzegu. Krokodyl położył swą łupinkę na rozkołysanej wodzie.

A  kiedy pchnął ją na głębinę, łódeczka zderzyła się z nadbiegającą falą i klapnęła z pluskiem na bok.

– O rety! Pomocy! – zawołał krokodyl cały w nerwach. Maleńka łupinka w momencie zaczęła nabierać wody, niknąc w  brunatnej toni. Małpki co sił rzuciły się na ratunek. Rezolutna Koko chwyciła w łapki długi kijek i próbowała przyciągnąć krokodylową łódeczkę do brzegu niczym rybę na wędce. Niestety tak niefortunnie zaczepiła swój kijek o maszt, że mizerna konstrukcja rozpadła się na kawałki. Maszt razem z  żaglem, owszem, udało się jakoś doholować do brzegu, lecz kadłub statku wypełnił się po brzegi wodą i z bulgotem poszedł na dno, zostawiając po sobie wielki bąbel na powierzchni kałuży.

– Tak mi przykro – szepnęła Kiki. Koko próbowała jeszcze wydostać łupinkę z mętnej wody, lecz im bardziej szurała patykiem po dnie, tym więcej wzbijało się farfocli i przez to już nawet nie dało się dojrzeć orzeszkowej łódeczki. Krokodyl aż poczerwieniał ze zdenerwowania i zrobiło mu się strasznie gorąco. Fala gniewu zalała go od samego ogona po czubek nosa i w żaden sposób nie dało się jej powstrzymać. Zaczął się trząść ze wzburzenia i czuł, że za chwilę wybuchnie, jeśli natychmiast nie wypuści z siebie tej całej złości. Niewiele myśląc, zdzielił z całej siły Koko swym wielkim ogonem po łapkach. Małpka była tak zaskoczona tym nagłym kuksańcem, że tylko rozdziawiła buźkę. Lecz gdy poczuła dotkliwy ból, z jej małpiego gardełka dobył się przejmujący szloch, który odbił się echem po całej dżungli. Łapki piekły ją nie do wytrzymania. Było jej tak przykro, że nie chciała już dłużej patrzeć na krokodyla. Czmychnęła więc czym prędzej na drzewo i zaszyła się w gęstych konarach. A Kiki i Kaka udały się zaraz w ślad za nią. Krokodyl został sam. Cała złość uszła z niego w jednej chwili i zrobiło mu się bardzo wstyd, gdy pomyślał o tym, co zrobił.

– Przecież Koko próbowała mi pomóc – mruknął pod nosem, jakby sam chciał się zganić za złe zachowanie.

– To prawda! – usłyszał wtem czyjś głos.

– Kto tu jest? – spytał Rolik, rozglądając się wokoło. Przez chwilę myślał, że to tylko głos w jego głowie, lecz nagle jeden z kamieni poruszył się Okazało się, że to kameleon sprytnie skrył się przy kałuży i niezauważony przez nikogo, przyglądał się całemu zajściu.

– Ja tu jestem – rzekł cichutko.

– I widziałeś, co przed chwilą zrobiłem? – spytał krokodyl strasznie zawstydzony.

– Tak – westchnął kameleon.

– To nie było miłe – dodał szczerze.

– Wiesz, ja też kiedyś uderzyłem kolegę – zwierzył mu się, wbijając wzrok w ziemię.

– Potem już nie chciał się ze mną bawić – dodał ze smutkiem.

– Odkryłem jednak pewien sposób na to, by poradzić sobie ze złością i nikogo nie bić podczas zabawy, nawet jak się bardzo zdenerwuję.

– Co to za sposób, powiedz mi, proszę – poprosi Rolik. W duchu pomyślał sobie bowiem, że zrobi wszystko, by znów móc się bawić z małpkami jak do tej pory.

– Otóż, kiedy czuję, że wypełnia mnie złość – rzekł kameleon – zamykam oczy i wyobrażam sobie, że trzymam w łapkach maleńki balonik.

– Balonik? – spytał krokodyl, bo nie był pewien, czy dobrze usłyszał.

– Tak – odparł kameleon.

– Zwykły balonik, a raczej dość niezwykły, bo to balonik na złość.

Rolik słuchał z coraz większym zainteresowaniem.

 – I co z nim później robisz? – dopytywał niecierpliwie.

– Nadmuchuję go. O tak! – odparł kameleon, po czym przyłożył łapki do pyszczka i wydął policzki, jakby rzeczywiście nadmuchiwał mały balonik.

– Cała złość wpada wtedy do środka, a potem wystarczy go zgnieść i po sprawie! – dodał, po czym klapnął głośno łapkami, jak gdyby przebił niewidzialny balonik.

– Niesamowite! – przyznał krokodyl.

– I to działa? – spytał dla pewności.

– Oczywiście! Za każdym razem złość ulatnia się jak powietrze z przebitego balonika – zapewniał kameleon.

Krokodyl stwierdził, że to wyjątkowo mądry sposób na pozbycie się gniewu i pomyślał. że musi natychmiast opowiedzieć o tym małpkom. Małpki, trochę obrażone, siedziały na gałęzi i z początku wcale nie chciały słuchać krokodyla. Lecz gdy ten obiecał, że już nigdy nikogo nie uderzy, dały się przekonać i zbiegły zaraz z wysokiego drzewa. Rolik opowiedział im o kameleonie i baloniku na złość, a na przeprosiny rozmasował Koko łapki, choć już prawie jej nie bolały. Kaka ostatecznie uznała sprawę za zamkniętą i powiedziała, że w takim razie, skoro wszyscy już się pogodzili, muszą dokończyć zabawę, bo tylko ona jedna nie zdążyła wodować swojej łódeczki. Wszyscy pomknęli więc z powrotem nad deszczowe bajorko, a krokodyl pamiętał o swoim baloniku i uważał, żeby już więcej nie wpakować się w tarapaty.

 

  1. Rozmowa inspirowana treścią bajki.

Czy podobała wam się bajka ? Co podobało wam się najbardziej ? Jaki problem miał krokodyl Rolik ? Co myślicie na temat zachowania Rolika ? Kto pomógł krokodylowi zrozumieć, ze żle się zachował ? Co zrobił krokodyl, kiedy zrozumiał swój błąd ?…

 

  1. Rozmowa na temat złości;

Co to jest złość ? Skąd wiemy, że ktoś się złości? Co robimy, kiedy się złościmy? Czy złość to przyjemne uczucie ?

Jak sobie możemy poradzić sobie ze złością?

Jak możemy okazać swoją złość, aby nikomu nie zaszkodzić ?

Jak możemy pomóc innym w radzeniu sobie złością ?

 

Złość jest uczuciem naturalnym i pożytecznym. Złość mieszka w każdym z nas. Czasami kiedy nam się coś nie podoba wychodzi z nas zewnątrz. Wtedy mówimy głośno, krzyczymy, płaczemy, zabieramy zabawki i bijemy. Dorośli mówią, że „wychodzą z siebie”, tzn. że są kimś innym niż byli wcześniej. Ze złością trzeba uważać, ponieważ może przemienić się w agresję i wtedy zaczynają się prawdziwe kłopoty tj. przezwiska, bójki. Nadmiar złości szkodzi piękności więc z tą złością trzeba zrobić porządki !!!

 

Zabawy przeciw złości

 

  1. Balonik na złość – zabawa z dmuchaniem balona
  2. Liczenie do 10 (1…2…3 itd.)
  3. Zgniatanie gazety „Nie lubię gdy”…. „Jestem zły(zła), bo…”
  4. „Otrząsanie się ze złości” – zabawa odreagowująca.
    − ćwiczenie w formie gestykulacji, mimiki, potrząsania ramionami, dłońmi, nogami, strącanie rękami złości z głowy, brzucha,
    − klepanie po plecach, podawanie sobie dłoni, uśmiechanie się.
  5. Zabawa „Głaskanie jeża”
    Dziecko jest „jeżem” musi się „najeżyć” tzn. zwinąć w ciasny kłębek i spróbować, wyobrazić sobie, że jest urażone i zdenerwowane. Rodzic usiłuje wydobyć dziecko z tej izolacji. Może ono „jeża” głaskać, rozmawiać z nim, delikatnie przetaczać w jedną i drugą stronę. Nie wolno mu przełamywać siłą „najeżenia się”. Po pewnym czasie następuje zamiana ról.
  6.  „Gniewmiłek” – wykonanie pracy plastycznej; wycinanie, przyklejanie dowolnego kształtu na arkusz papieru tworząc  swojego Gniewmiłka i ozdabia go w dowolny sposób.   

       Dobrego dnia Beata K. , Halina W.