18.05.2020

Temat z comiesięcznego cyklu dotyczącego emocji dzieci.

1. „MAŁPKI I STRASZNY KROKODYL” – WYSŁUCHANIE BAJKI I ROZMOWA INSPIROWANA JEJ TREŚCIĄ.

Rodzic czyta bajkę Agnieszki Borowieckiej:

„Gdzieś daleko, daleko w gęstej dżungli mieszkało stadko małpek i straszny krokodyl. Krokodyl miał na imię Rolik, gdyż z daleka wyglądał tak, jakby ktoś zrolował kawałek zielonej plasteliny i dokleił po bokach cztery łapy. Małpki zaś były trzy i miały podobne imiona – Kiki, Kaka i Koko – przez co krokodylowi często się myliły. Wszyscy bardzo się lubili i mieli mnóstwo pomy- słów na wspólne zabawy. Małpki dostawały czasem małpiego rozumu i robiły niesłychanie śmieszne miny, a krokodyl nie był wcale taki straszny, jak by się mogło wydawać. Kiedy miał dobry humor, woził małpki na swoim chropowatym grzbiecie. A że grzbiet miał dość długaśny, całe stadko z łatwością mogło się na nim wygodnie usadowić i swobodnie majtać nóżkami. Lecz bywały też takie dni, gdy krokodyl wpadał w złość i robił się naprawdę nie- przyjemny. Potrafi ł zdzielić kogoś swym długim ogonem albo kłapnąć zębami i uszczypać którąś z małpek dość boleśnie. To sprawiało, że wszyscy wokół z miejsca tracili dobry humor i chęć do zabawy. Bo jak tu się bawić, gdy stale trzeba się mieć na baczności? Wystarczyło jedno niewłaściwe słówko albo przypadkowe szturchnięcie, by na dobre zdenerwować krokodyla. A czasem wcale nie było wiadomo, co tak naprawdę może go rozzłościć. Pewnego dnia, po wielkiej ulewie, w małpim gaju zrobiła się ogromna kałuża. Gęste błotko spływało po kamykach niczym rozpuszczona mleczna czekolada, a na środku woda była tak głęboka, że gdyby tylko lekko zamieszać kałużę długim patykiem, z pewnością zrobiłyby się na niej fale jak na prawdziwym morzu. „Trudno przejść obojętnie obok tak wspaniałej kałuży” – pomyślał krokodyl i już po chwili moczył swoje tylne łapki w wodzie. Małpek też wcale nie trzeba było specjalnie zapraszać do zabawy. Gdy tylko ostatnie krople deszczu pozsuwały się z mokrych liści na ziemię, wszystkie co do jednej zbiegły się radośnie do deszczowego bajorka. – Mam pomysł! – wykrzyknęła Koko, przepadając gdzieś w gęstwinie zieleni. Po chwili wynurzyła się, ściskając w łapakach stertę łupinek po orzechach, które idealnie nadawały się na kadłuby malusieńkich łódeczek. Wystarczyło tylko wetknąć w środek maszty z króciutkich patyczków, a na nich rozwiesić żagle z liści i cała flota mogła spokojnie wypłynąć na szerokie wody ogromnej kałuży. Wszyscy zabrali się więc do pracy. Nawet krokodyl swymi wielkimi łapami wciskał nieporadnie tyciusieńki maszt w łupinowy okręcik. A nie jest to wcale łatwe zadanie, zwłaszcza gdy ma się tak potężne i ostre pazury. – No nie! – warknął nieco poirytowany, gdy kolejny listek, który miał posłużyć za żagiel, rozerwał się i potargał. – Nie denerwuj się – próbowała pocieszyć go Kiki, lecz krokodyl czuł się coraz bardziej rozdrażniony. Niby nie chciał się porównywać z innymi, ale małpkom jakoś szybciej udało się uporać z budową łodzi. I choć wcale nie robili tego na wyścigi, Rolik powoli zaczął tracić humor. Ostatecznie Kaka pomogła mu zaczepić żagiel na maszt i wszyscy byli gotowi do wodowania swoich łódeczek. Kiki jako pierwsza pochyliła się nad kałużą i delikatnie posadziła swą małą łupinkę na brunatnej wodzie. – No dalej! – zawołała, popychając leciusieńko łódeczkę na środek bajorka. A zielony li- stek załopotał na maszcie niczym prawdziwy żagiel wydęty podmuchem wiatru. – Teraz ja! Teraz ja! – krzyknęła Koko, rozpychając się łokciami. I jej łódeczka po chwili też sunęła po wodzie, zostawiając za sobą niknący ślad. W końcu Rolik postanowił wodować swoją łódkę jako trzeci. Lecz na kałuży zdążyły się już pojawić maleńkie fale rozchodzą- ce się po gładkiej tafl i, jakby się ścigały, która pierwsza dobije do brzegu. Krokodyl położył swą łupinkę na rozkołysanej wodzie. A kiedy pchnął ją na głębinę, łódeczka zderzyła się z nadbiegającą falą i klapnęła z pluskiem na bok. – O rety! Pomocy! – zawołał krokodyl cały w nerwach. Maleńka łupinka w momencie zaczęła nabierać wody, niknąc w brunatnej toni. Małpki co sił rzuciły się na ratunek. Rezolutna Koko chwyciła w łapki długi kijek i próbowała przyciągnąć krokodylową łódeczkę do brzegu niczym rybę na wędce. Niestety tak niefortunnie zaczepiła swój kijek o maszt, że mizerna konstrukcja rozpadła się na kawałki. Maszt razem z żaglem, owszem, udało się jakoś doholować do brzegu, lecz kadłub statku wy- pełnił się po brzegi wodą i z bulgotem poszedł na dno, zostawiając po sobie wielki bąbel na powierzchni kałuży. – Tak mi przykro – szepnęła Kiki. Koko próbowała jeszcze wydostać łupinkę z mętnej wody, lecz im bardziej szurała patykiem po dnie, tym więcej wzbijało się farfocli i przez to już nawet nie dało się dojrzeć orzeszkowej łódeczki. Krokodyl aż poczerwieniał ze zdenerwowania i zrobiło mu się strasznie gorąco. Fala gniewu zalała go od samego ogona po czubek nosa i w żaden sposób nie dało się jej powstrzymać. Zaczął się trząść ze wzburzenia i czuł, że za chwilę wybuchnie, jeśli natychmiast nie wypuści z siebie tej całej złości. Niewiele myśląc, zdzielił z całej siły Koko swym wielkim ogonem po łapkach. Małpka była tak zaskoczona tym nagłym kuksańcem, że tylko rozdziawiła buźkę. Lecz gdy poczuła dotkliwy ból, z jej małpiego gardełka dobył się przejmujący szloch, który odbił się echem po całej dżungli. Łapki piekły ją nie do wytrzymania. Było jej tak przykro, że nie chciała już dłużej patrzeć na krokodyla. Czmychnęła więc czym prędzej na drzewo i zaszyła się w gęstych ko- narach. A Kiki i Kaka udały się zaraz w ślad za nią. Krokodyl został sam. Cała złość uszła z niego w jednej chwili i zrobiło mu się bardzo wstyd, gdy pomyślał o tym, co zrobił. – Przecież Koko próbowała mi pomóc – mruknął pod nosem, jakby sam chciał się zganić za złe zachowanie. – To prawda! – usłyszał wtem czyjś głos. – Kto tu jest? – spytał Rolik, rozglądając się wokoło. Przez chwilę myślał, że to tylko głos w jego głowie, lecz nagle jeden z kamieni poruszył się i łypnął na krokodyla błyszczącymi oczkami. Okazało się, że to kameleon sprytnie skrył się przy kałuży i niezauważony przez nikogo, przyglądał się całemu zajściu. Dopiero gdy zauważył, że krokodylowi zrobiło się naprawdę smutno, postanowił się odezwać. – Ja tu jestem – rzekł cichutko. – I widziałeś, co przed chwilą zrobiłem? – spytał krokodyl strasznie zawstydzony. – Tak – westchnął kameleon. – To nie było miłe – dodał szczerze. Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Rolik próbował wymyślić coś na swoje usprawiedliwienie, ale wiedział, że Koko nie była niczemu winna. A nawet jeśli zrobiłaby coś złego, to wcale nie byłby powód, by ją bić. Przecież to bardzo boli. Czarne myśli zgromadziły się w głowie krokodyla niczym ciężkie gradowe chmury i poczuł żal, że skrzywdził swoją przyjaciółkę. Z zamyślenia wyrwał go dopiero głos kameleona. – Wiesz, ja też kiedyś uderzyłem kolegę – zwierzył mu się, wbijając wzrok w ziemię. – Potem już nie chciał się ze mną bawić – dodał ze smutkiem. Oczka krokodyla w momencie napełniły się gęstymi łzami, gdyż pomyślał sobie, że małpki będą teraz unikały jego towarzystwa. Lecz kameleon mówił dalej: – Odkryłem jednak pewien sposób na to, by poradzić sobie ze złością i nikogo nie bić podczas zabawy, nawet jak się bardzo zdenerwuję. – Co to za sposób, powiedz mi, proszę – poprosi Rolik. W duchu pomyślał sobie bo- wiem, że zrobi wszystko, by znów móc się bawić z małpkami jak do tej pory. – Otóż, kiedy czuję, że wypełnia mnie złość – rzekł kameleon – zamykam oczy i wy- obrażam sobie, że trzymam w łapkach maleńki balonik. – Balonik? – spytał krokodyl, bo nie był pewien, czy dobrze usłyszał. – Tak – odparł kameleon. – Zwykły balonik, a raczej dość niezwykły, bo to balonik na złość. Rolik słuchał z coraz większym zainteresowaniem. – I co z nim później robisz? – dopytywał niecierpliwie. – Nadmuchuję go. O tak! – odparł kameleon, po czym przyłożył łapki do pyszczka i wydął policzki, jakby rzeczywiście nadmuchiwał mały balonik. – Cała złość wpada wtedy do środka, a potem wystarczy go zgnieść i po sprawie! – dodał, po czym klapnął głośno łapkami, jak gdyby przebił niewidzialny balonik. – Niesamowite! – przyznał krokodyl. – I to działa? – spytał dla pewności. – Oczywiście! Za każdym razem złość ulatnia się jak powietrze z przebitego balonika – zapewniał kameleon. Krokodyl stwierdził, że to wyjątkowo mądry sposób na pozbycie się gniewu i pomyślał, że musi natychmiast opowiedzieć o tym małpkom. Czym prędzej pożegnał się więc z kameleonem i popędził w leśną gęstwinę. Małpki, trochę obrażone, siedziały na gałęzi i z początku wcale nie chciały słuchać krokodyla. Lecz gdy ten obiecał, że już nigdy ni- kogo nie uderzy, dały się przekonać i zbiegły zaraz z wysokiego drzewa. Rolik opowie- dział im o kameleonie i baloniku na złość, a na przeprosiny rozmasował Koko łapki, choć już prawie jej nie bolały. Kaka ostatecznie uznała sprawę za zamkniętą i powiedziała, że w takim razie, skoro wszyscy już się pogodzili, muszą dokończyć zabawę, bo tylko ona jedna nie zdążyła wodować swojej łódeczki. Wszyscy pomknęli więc z powrotem nad deszczowe bajorko, a krokodyl pamiętał o swoim baloniku i uważał, żeby już więcej nie wpakować się w tarapaty.”

Źródło: „Bliżej przedszkola” 7-8.214-215/2019

Następnie rodzic zadaje dziecku pytania:

Czy podobała ci się bajka?

Co podobało ci się najbardziej?

Co myślisz na temat zachowania krokodyla Rolika?

Jaki problem miał Rolik?

W jaki sposób chciała mu pomóc małpka?

Co zrobił krokodyl?

Kto pomógł krokodylowi zrozumieć, że źle się zachował?

Jaki pomysł podsunął Rolikowi kameleon?

Co zrobił krokodyl, kiedy zrozumiał swój błąd?

 

2. BURZA MÓZGÓW: „JAK POZBYĆ SIĘ ZŁOŚCI?”

 

Rodzic zachęca dziecko do wspólnego poszukiwania sposobów na wyrzucenie złości – stworzenia listy czynności, które pomogą pozbyć się jej w pokojowy sposób. Można np. narysować złość, policzyć do dziesięciu, tupać, klaskać, skakać, kopać piłkę, krzyczeć (jeśli to nikomu nie przeszkadza), machać rękami, drzeć papier na drobne kawałki, ryczeć jak lew, oddychać głęboko, opowie­dzieć komuś, co się czuje, zaśpiewać piosenkę.

 

3.  „BALONIK” – ZABAWA ODDECHOWA ROZŁADOWUJĄCA NEGATYWNE EMOCJE.

Dziecko otrzymuje balon, który stara się jak najmocniej nadmuchać. Rodzic pomaga zawiązać balon, by nie uciekało powietrze. Dziecko rysuje na swoim balonie pisakami miny złośnika, po czym przebija swój balon tak, jakby chciało się pozbyć złości.

4. MASAŻ PIŁECZKĄ – ZABAWA POZWALAJĄCA NA NAWIĄZYWANIE POZYTYWNYCH KON­TAKTÓW.

Dziecko kładzie się na brzuchu i opiera głowę na ramionach, a  rodzic układa na plecach dziecka piłeczkę i rozłożoną dłonią poru­sza nią, wykonując masaż. W tle można włączyć spokojną muzykę.

 

5. PRACA PLASTYCZNA: „GNIEWEK”. Dziecko otrzymuje kartkę papieru i kredki. Ma pomyśleć o tym, co je złości, kiedy czuje gniew, wściekłość. Potem rysuje to, co czuje, myśląc o tej nieprzyjemnej rzeczy/ sytuacji – kolorami, które ją odzwierciedla­ją. Rysuje np. za pomocą kresek, kół, spirali, kropek. Gdy skończy, pozbywa się gnie­wu – może zgnieść kartkę, podrzeć itp. Rodzic prosi dziecko, by podarło swój obrazek na kawałki, po czym przykleja kawałki wydzieranki na arkuszu gazety, tworząc swojego Gniewka, i ozdabia go w dowolny sposób, np. nakle­ja guziki, kokardki, kawałki kolorowego papieru itp.

 

Alicja C. i Ewa J.K.